Multikulti po australijsku, czyli o stereotypach okiem polskiego imigranta

Jeśli mieszkasz w Europie, na pewno spotkałeś się z pojęciem multikulti. W zależności od “obozu”, termin ten łączony jest z terroryzmem, rozbojami i gwałtami lub z wzbogaceniem lokalnej kultury, zapewnienim niezbędnej siły roboczej w starzejącej się Europie i integracją. Nie jest tajemnicą, że Australia jest mieszanką kultur z całego świata, więc na porządku dziennym jest tutaj obcowanie z bardzo różnymi kulturami. Jak więc to wygląda w wydaniu Australijskim?

Daleko szukać - firma, w której pracuję jest niewielka, a i tak znajdziemy tutaj przedstawicieli co najmniej kilku kultur. Dominują Azjaci, ale jest również ktoś z Wielkiej Brytanii, Nowej Zelandii, a nawet o swojsko brzmiącym, niemieckim nazwisku. Typowa wizyta na rynku zazwyczaj pozwala usłyszeć praktycznie każdy język świata.

Niewątpliwą zaletą takiego stanu rzeczy, jest możliwość poznania ludzi z całego świata oraz fragmentu ich kultury i zwyczajów. Dla mnie, smakosza i kucharza amatora, najciekawsza jest możliwość spróbowania przysmaków z każdego zakątka kuli ziemskiej. Brytyjskie fish and chips, turecki kebab, włoska pizza, amerykańskie burgery, polskie pierogi, czy też azjatyckie “dziwactwa” - wszystko w zasięgu ręki. Dodatkowo od czasu do czasu organizowane są różne imprezy nawiązujące do konkretnego regionu świata, więc poza samym jedzeniem można poznać kulturę ludzi, którzy mieszkają za ścianą.

Wydawać by się mogło, że taki miks ludzi, to tykająca bomba zegarowa. Po spędzeniu roku w Australii nie zauważyłem rażących przypadków rasizmu. Owszem, słyszałem opinie, że Australijczycy nie należą do najbardziej tolerancyjnych osób, jednak na codzień nie obserwuję zachowań, które mógłbym określić jako rasizm. Z drugiej strony, osoby, z którymi rozmawiałem, mają konkretne poglądy na temat różnych kultur i nie zawsze są one pozytywne. Osobiście nie spotkałem się przejawami nietolerancji. Nie wiem czy to wynika z poprawności politycznej, czy z mojego zdrowego podejścia do świata - nie obrażam się gdy ktoś pyta o stereotypowe przywary Polaka.

Niemniej, stereotypy dają tutaj o sobie znać. Część z nich jest zabawna, inne krzywdzące, jednak wszystkie w jakiś sposób wpasowują się obraz świata serwowany w tzw. zachodnich mediach, filmach i książkach.

Jeśli zapytałbym się was, kto przywita was w pralni chemicznej, jaka byłaby wasza odpowiedź? Podejrzewam, że Azjata. A jeśli zapytam się, kto jest kierowcą taksówki? Tak, to ktoś o śniadej cerze w turbanie. Kto pracuje na infolinii? Oczywiście Hindus.

A jak to wygląda w rzeczywistości? Jakkolwiek krzywdząco by to nie brzmiało, stereotypy pokrywają się ze stanem faktycznym. Wybierając się do pralni, prawie na pewno spotkamy Azjatę. Kierowcą naszej taksówki będzie Sikh, pracownikiem fizycznym ktoś wyglądający na byłego mieszkańca południowej Europy, a telefon na infolinii odbierze osoba z typowo indyjskim akcentem. Małe biznesy w stylu krawiec, ślusarz, czy złota rączka, to ktoś z wschodnioeuropejskim akcentem. A co z negatywnymi stereotypami? Niestety również pokrywają się z rzeczywistością, o czym przekonałem się na własnej skórze. Kilkukrotnie już słyszałem ostrzeżenie, że lepiej nie zapuszczać się po zmroku do dzielnicy, w której mieszkają przedstawiciele Bliskiego Wchodu, a opowieści, że ktoś kogoś oszukał zazwyczaj kończyły się stwierdzeniem, że oszustem był ktoś “kolorowy”.

Jak więc wygląda temat multikulti w Australii? Na pewno różni się od tego, co można zaobserwować w Europie. Odnoszę wrażenie, że ludzie tutaj bardziej się szanują i są otwarci na przybyszy zza wielkiej wody. Na pewno da się wyczuć pewien dystans, ale nie jest to zakamuflowana wrogość. Co więcej, całkiem dużo osób jest ciekawych naszego pochodzenia i szczerze pytają o nasz kraj. Jako Polacy posiadamy dosyć rozległą (nawet jeśli tylko powierzchowną) wiedzę na temat otaczającego nas świata (polski system edukacji o to zadbał) i dosyć często nasi rozmówcy są zaskoczeni naszą znajomością ich kultury (a czasem nawet podstaw języka).

W zetknięciu kultur najważniejsze jest zachowanie zdrowego rozsądku. Coś co dla nas wydaje się być “normalne”, niekoniecznie będzie dobrze odebrane przez osobę z innego kręgu kulturowego. Nie oznacza to, że musimy być na siłę politycznie poprawni. Wystarczy, że będziemy wyrozumiali i zaakceptujemy fakt, iż ktoś może mieć inne zdanie na dany temat. A co jeśli zdarzy się nam popełnić faux pas? Nic. Świat się nie skończy. Przynajmniej za jakiś czas będziemy mogli opowiedzieć ciekawą anegdotę - sam mogę opowiedzieć kilka takich anegdot :)

Comments powered by Disqus