Second hand, czyli Australia z odzysku

W poprzednim tekście na temat wynajmu nieruchomości wspomniałem, iż wynajęte mieszkanie/dom bardzo często otrzymujemy do dyspozycji bez żadnych mebli, co jest sporym utrudnieniem, zwłaszcza gdy nasze rzeczy czekają w magazynie na zaokrętowanie. Nawet najprostsze czynności, takie jak zjedzenie zupki chińskiej z Radomia, potrafią urosnąć do rangi tragedii, nie wspominając już o porządnym śnie. O ile zupkę można zjeść na stojąco korzystając z wyspy jako stołu, tak spanie na wykładzinie i siedzenie na podłodze, do najprzyjemniejszych nie należy.

Jeśli chcielibyśmy kupić od razu wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy, a okazuje się, że przylatując jedynie z dwoma walizkami, wszystko staje się bardzo potrzebne, wydalibyśmy majątek. Jeśli nie mamy dostępu do tłustego funduszu powierniczego, kolejne zakupy musimy mądrze zaplanować. Jednak nawet kupując najtańsze przedmioty, zebranie niezbędnego minimum zajmie miesiące, jeśli nie dłużej. Dlaczego tak długo? Ponieważ musimy kupić dosłownie wszystko - sprzęty kuchenne (lodówka, mikrofala, garnki, talerze, sztućce, itd.), pralkę, odkurzacz, łóżko, sofę, stół, chemię do sprzątania, chemię do mycia, ręczniki, itp., itd

Na szczęście w Australii mocno jest rozwinięty rynek przedmiotów z odzysku. Australijczycy wychodzą z założenia, że jeśli coś może się komuś przydać, to lepiej to oddać za darmo, niż wywalić na śmietnik. W ten sposób wiele przedmiotów służy do końca swojej przydatności. Co więcej, nawet zepsute przedmioty oddawane/sprzedawane są na części.

Najpopularniejszym miejscem w sieci, gdzie można znaleźć niesamowite okazje, jest Gumtree. Drugim dosyć popularnym serwisem jest Facebook i niedawno uruchomiona w ramach aplikacji mobilnej usługa - Facebook Marketplace. Obie usługi oferują listę ogłoszeń dodawanych przez innych użytkowników i nie pobierają żadnych opłat za pośrednictwo. Kontakt między sprzedawcą i kupującym zazwyczaj odbywa się ramach platformy, czasem bezpośrednio. Po wymianie uprzejmości oraz niewielkim targowaniu, umawiamy się na odbiór, jedziemy na miejsce spotkania, oglądamy interesującą nas rzecz i wracamy do domu z kolejnym elementem układanki.

Jak wygląda kwesta cen? Wszystko zależy od sprzedającego, jednak niższej ceny raczej nie uraczymy w standardowych sklepach. Jeśli trafimy na wyprzedaż przeprowadzkową (ktoś zmienia mieszkanie i musi pozbyć się jak najszybciej swoich rzeczy) mamy szansę zapłacić niewielkie pieniądze za bardzo dobrze rzeczy. Czasami trafi się ktoś, kto oddaje swoje rzeczy za darmo - w ten sposób udało nam się dostać niezłą sofę i karton sztućców.

Kolejnym miejscem, tym razem fizycznym, w którym można kupić dobre i tanie przedmioty, to tzw. op shopy, czyli opportunity shop - taki lumpeks ze wszystkim. Znajdziemy tutaj wszystko, od pierścionków, przez ubrania, na meblach kończąc. Czasem można znaleźć prawdziwego białego kruka, jak np. pierwsze wydanie Władcy Pierścieni.

Wracając do tematu. W naszym przypadku podstawowe wyposażenie (jeszcze szukamy pralki) mieszkania zamknęło się w kwocie kilkuset dolarów. Przy czym mieliśmy to szczęście, że nasi znajomi oddali nam swój stary stół i stolik oraz pożyczyli na kilka tygodni lodówkę (za co jeszcze raz bardzo dziękujemy!). Fakt wymagało to mozolnego przeglądania ogłoszeń, niejednokrotnie wyprawy na drugi koniec miasta, ale warto było. Możemy teraz spokojnie czekać na przyjazd naszych rzeczy oraz powoli uzupełniać stan posiadania nowym sprzętami. To co mamy oddamy lub sprzedamy dalej.

Comments powered by Disqus