01 września 2017

Nasz pierwszy rok w Australii


Dokładnie rok temu wylądowaliśmy w Melbourne. Po wielu miesiącach planowania, kilku niezapomnianych pożegnalnych imprezach i gorącym ostatnim tygodniu w Polsce, w końcu postawiliśmy pierwsze kroki na naszej ziemi obiecanej. Początki nigdy nie są łatwe, zwłaszcza jeśli zaczyna się nowe życie na końcu świata. Nieważne ile blogów się przeczyta, nieważne jak dokładne są plany, zawsze jest miejsce na nieoczekiwane zwroty akcji i tzw. ślepy los.

Plan był prosty - przyjechać, chwilę odpocząć i ostro wziąć się do roboty. Budżet zaplanowany na trzy miesiące, CV wysłane, sytuacja mieszkaniowa opanowana na dwa miesiące, dziesiątki scenariuszy przeanalizowane. Jednak jak to w życiu bywa, nic nie idzie zgodnie z planem. Nie żebym narzekał, wiele zaplanowanych rzeczy wydarzyło się o wiele wcześniej i muszę przyznać, że mieliśmy dużo szczęścia na początku. Szczęścia wspieranego zdrowym rozsądkiem oraz niemałymi umiejętnościami (nie oszukujmy się, trzeba być dobrym w tym co się robi, aby życie było trochę prostsze). Nie obyło się jednak bez pewnych zgrzytów i niektóre z naszych idealnie zaplanowanych scenariuszy rozsypały się jak domek z kart. Na szczęście do odważnych świat należy i po pewnej porcji stresu, udało nam się złapać oddech i zacząć żyć.

Przez ostatni rok otrzymaliśmy sporo pytań i dzisiaj odpowiemy na najczęściej powtarzające się oraz na najciekawsze.

Dlaczego zdecydowaliśmy się na wyjazd? Dlaczego Australia?

Oficjalny powód - dla pogody. I na tym mógłbym zakończyć odpowiedź, gdyby nie Asia, która mi nie wierzy ;) Tak naprawdę, pogoda była dla mnie głównym powodem, ale skłamałbym gdybym powiedział, że jedynym. Drugim ważnym powodem było to, że miałem już dosyć mieszkania w Polsce. Nie mam tutaj zamiaru pisać jak źle mi się żyło, ponieważ nie jest to prawdą. Wiodłem wesołe życie i raczej nie narzekałem na brak zajęcia, jednak cały czas czegoś mi brakowało. Miałem dosyć smutnych twarzy w SKM, słuchania ofiar życiowych, które za swoje niepowodzenia winili wszyskich tylko nie siebie i ciągłego ujadania polityków. Nie zrozumcie mnie źle, wszyscy moi przyjaciele i znajomi to wspaniali ludzie i tęsknię za nimi, jednak czasami trzeba dokonać trudnej decyzji. Tą decyzją był wyjazd.

Dlaczego Australia? A dlaczego nie? Na mojej liście Australia była na drugim miejscu, zaraz za Kanadą. Asia jednak była tutaj wcześniej i opowiadała jak fajnie się tutaj żyje. Posłuchałem żony i wyjechaliśmy (nie mówcie jej tego, ale miała rację).

Co trzeba zrobić, żeby wyjechać do Australii?

Przede wszystkim trzeba zdać egzamin z angielskiego. Łatwo nie jest, ale warto się przyłożyć, ponieważ wysoki wynik z egzaminu da dużo punktów do wizy. Niezbędna będzie gotówka - im więcej tym lepiej. Minimalna kwota jaką powinno się ze sobą zabrać, to około 10 tysięcy dolarów. I co najważniejsze, to pozytywne spojrzenie na świat. Maruda tutaj świata nie zawojuje.

Jak się żyje w Australii?

Do Australii nie jedzie się robić kariery. Do Australii jedzie się odpoczywać. Życie tutaj płynie zupełnie innym tempem. Chciałbym powiedzieć, że czas tutaj zwalnia, ale z drugiej strony nie wiem kiedy ten rok minął.

Nadal jesteśmy jeszcze na etapie organizowania naszego życia i pewnie jeszcze z rok nam to zajmie, ale wszystko jest na dobrej drodze. Tak naprawdę zaczniemy żyć, gdy dostaniemy wizę na pobyt stały. Teraz ciągle gdzieś z tyłu głowy czai się mały stres, który nie pozwala się zrelaksować. Jakby nie patrzeć, jesteśmy zdani na łaskę mojego pracodawcy, który sponsoruje moją wizę.

Czy w Australii jest drogo?

Do celów turystycznych - tak. Do codziennego życia - nie. Większość cen (jeśli porównamy jeden do jednego, bez przeliczania na złotówki) jest niższa na korzyść Australii. Samochody, paliwo, elektronika, ubrania - tutaj zapłacimy 3 razy mniej w Polsce. Z kolei usługi są w cenie i lepiej jeśli umie się samemu zrobić coś w domu lub przy samochodzie. Ceny wynajmu, opłaty za media i inne codzienne wydatki są na podobnym poziomie.

Czy faktycznie wszystko chce nas tutaj zabić?

Tak i nie :) To prawda, że w Australii jest wiele zwierząt, które są w stanie zabić człowieka, jednak przez ostatni rok nie byliśmy w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia. Raz zdarzyło się, że mieliśmy styczność z wężem, który schował się pod domem, w którym mieszkaliśmy. Na szczęście nasz gospodarz szybko się z nim rozprawił. Co ciekawe, pierwszą reakcją na informację o wężu, było przygotowanie strzelby (bo po co ryzykować bezpośredni kontakt).

Podobno częściej się trafia do szpitala z powodu ataku magpie (ptak przypominający połączenie kruka i sroki) niż z powodu ukąszenia pająka.

Co z pająkami? Jak duże są i ile ich tutaj jest?

Pająków jest tutaj dużo. Nie jestem fanem tych stworzeń i za każdym razem traktuję je sprajem na robale. Mimo iż mieszkamy w miejscu, które powinno być wolne od pająków, mieliśmy już dwa przypadki wizyty huntsmana. Podobno pająk ten jest niegroźny, ale jego rozmiar i szybkość wywołują gęsią skórkę nawet gdy o nim piszę. Mimo, iż w miejscu gdzie mieszkamy nie jest to konieczne, wypracowałem u siebie nawyk sprawdzania butów, rękawicy do gotowania i wszystkich zakamarków, do których zbyt często się nie zagląda. Jak to się mówi "better safe than sorry".

Czy jedliśmy mięso z kangura?

Tak. Mięso jak mięso, nie zauważyłbym różnicy w stosunku do wołowiny.

Czy poprawił się nasz standard życia?

Zdecydowanie. Mimo iż zarabiamy około 70% tego co zarabialiśmy przed wyjazdem, to możemy normalnie żyć. Wynajęliśmy duże mieszkanie, kupiliśmy w miarę nowy samochód i spłacamy stare polskie kredyty bez większego problemu. Skłamałbym gdybym napisał, że jest to poziom życia jaki byśmy chcieli mieć, ale i tak jest dobrze.

Jak wygląda rynek pracy w Australii?

Jeśli masz wizę na pobyt stały i jesteś kreatywny, znajdziesz zajęcie. Niedawno dowiedzieliśmy się o usłudze, której nazwę można przetłumaczyć na "spotkania towarzyskie dla psów". Polega to tym, że ktoś "spotyka ze sobą" psy, które cieszą się swoją obecnością, bawią się ze sobą i nawiązują relacje towarzyskie. Tak, ludzie tutaj płacą za takie coś. Jak dla mnie jest to po prostu wyprowadzacz psów, który ma fikuśną nazwę :) Podobnych biznesów jest tutaj całe mnóstwo. Polskim akcentem na tym polu są dwie firmy - Pierogi Pierogi oraz Polish Zapiekanka. Nazwy mówią za siebie.

Z mojej perspektywy, czyli gościa od IT, Australia to prawdziwe Eldorado. Każdy biznes potrzebuje zaistnieć w sieci. Nie trzeba specjalnie się wysilać aby znaleźć klienta. Niestety moja wiza nie pozwala mi na pracę poza firmą, która mnie sponsoruje, więc jak narazie szlifuję swoje umiejętności i powoli buduję własny biznes.

Bardzo ciekawą opcją (nadal mówię o rynku IT) są kontrakty. Staram się utrzymywać kontakt z kilkoma headhunterami, którzy wysyłają mi co jakiś czas oferty. Średnia płaca dla kogoś z moimi umiejętnościami (znajdziecie je na LinkedIn) to około $700 dziennie. Jeśli lubicie podróżować, kontrakty są idealne. Po pierwsze na czas trwania kontraktu można przeprowadzić się do innego miasta, a po drugie, pół roku na kontrakcie pozwala drugie pół roku spędzić na słodkim lenistwie.

Co warto zwiedzić w Australii?

Niestety nie stać nas jeszcze na zwiedzanie, więc mogę jedynie powtórzyć to, co znajdzie się w przewodnikach po Australii. Przede wszystkim należy odwiedzić Sydney, ponieważ z tym miastem kojarzy się Australia. Melbourne jest równie ciekawym miejscem, z mniejszym zagęszczeniem hipsterów ;) Do tego dochodzi Uluru (góra w samym środku Australii), rafa koralowa oraz niesamowite plaże.

Kiedy wracamy do Polski?

Nie planujemy wracać do Polski. Podoba nam się tutejsze życie i zrobimy wszystko co naszej mocy, aby zostać tutaj na stałe. Planujemy raz do roku zawitać w Polsce w ramach europejskiego tournee ;)

Czy i kiedy możemy was odwiedzić?

Zawsze jesteśmy otwarci na gości. Najlepszym okresem na odwiedziny jest koniec roku, kiedy to cała Australia się zatrzymuje i wszyscy idą na urlop. Najlepsza pogoda jest od listopada do marca, z falą upałów w okolicach grudnia/stycznia.

Co najbardziej podoba nam się w Australii?

Ciężko odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ dwie rzeczy przychodzą mi do głowy - wschody/zachody słońca oraz fauna. Każdego ranka spędzam kilkanaście minut na oglądaniu przepięknego spektaklu jakim jest wschód słońca. Wieczorem robię to samo (oczywiści mówimy tutaj o zachodzie słońca :). Prawie codziennie jest to zapierające dech w piersiach widowisko.

Odnośnie zwierząt - co rano w drodze do pracy mijam palmę, na której budzą się papugi Lorikeet. Kolorowe małe papużki, które niesamowicie głośno oznajmiają światu, że zaczyna się nowy dzień. Popołudniami oglądamy ogromne nietoperze, lecące nieco nieporadnie w poszukiwaniu owoców, a wieczorne spacery spędzamy na wypatrywaniu oposów. Do tego dochodzi papuga kakadu ze swoim skrzeczącym śpiewem oraz kangury leniwie wylegujące się na trawie. Już wiem co miała na myśli Asia mówiąc, że papugi w zoo wydają się jej bardzo nienaturalne. Nie potrafię już sobie wyobrazić papugi w klatce.

Czego nie lubimy w Australii?

Nie podoba mi się, że ludzie tutaj żyją na pokaz. Niektórzy na siłę chcą udowodnić, że są inni niż w rzeczywistości. Inni uparcie kopiują najgłupsze modowe wymysły. A najgorsze z tego wszystkiego jest to, że ludzie mówią to, co chcesz usłyszeć.

Podsumowanie

W życiu kieruję się zasadą, że lepiej żałować, iż coś się zrobiło, niż rozpamiętywać, że czegoś się nie zrobiło (lub inaczej ujęte - czy za 50 lat na łożu śmierci będę chciał powiedzieć wnukom, że dziadek coś zrobił, czy był zbyt miękką fają, aby się na to zdecydować). Dobijając do czterdziestki mam tylko jedną rzecz, której żałuję, że nie zrobiłem i nie jest to wyjazd do Australii. Cieszę się, że odważyłem się na tę przeprowadzkę, szkoda trochę, że tak późno. Mimo wszystkich problemów jakie mieliśmy i całego stresu jaki się przeżyło, gdybym miał podjąć tę decyzję jeszcze raz, nie zawahałbym się ani sekundy.

Jeśli kiedykolwiek przeszło wam przez myśl, aby gdzieś wyjechać, zróbcie to. Naprawdę warto.

Related Articles

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.