04 kwietnia 2017

Australia od kuchni



Jednym z moich hobby jest gotowanie. Idzie mi to na tyle dobrze, iż odważyłem się na prowadzenie bloga kulinarnego, na którym zamieszczam ciekawe przepisy. Nie powiem, że z niecierpliwością, ale czekałem na możliwość spróbowania australijskiej kuchni, ponieważ bazuje ona głównie na kuchni angielskiej, co dla mnie oznacza co najwyżej przeciętną jakość oraz nudne potrawy i nudne smaki.

Na szczęście Australia przyjmuje ludzi z całego świata i ten nudny obraz został urozmaicony smakami z każdego zakątka naszego globu. Tak naprawdę nie znajdziemy już smutnej angielskiej kuchni, a na obiad możemy zjeść dosłownie każdą potrawę, na którą mamy ochotę.

W Melbourne najprościej zjeść kuchnię azjatycką. Praktycznie w każdej dzielnicy znajdziemy bar serwujący sushi. Dosyć popularne są miejsca, w których można zjeść owoce morza, azjatyckie zupy i inne przysmaki.

Z Ameryki przyjechały fast foody. Na szczęście sieciówki nie rozlały się tak bardzo jak w Polsce i raczej nie przyciągają zbyt dużego zainteresowania. Podejrzewam, że dzieje się to za sprawą bardzo dobrych lokalnych barów serwujących dobre burgery (nie są idealne z powodu średniego pieczywa, ale o tym za chwilę) i przepyszne frytki. Inne niezdrowe jedzenie typu fast food również jest lepsze niż w sieciówce - taco, kanapki, milkshake, pączki, fish and chips - czego dusza zapragnie.

Dla fanów jedzenia ulicznego Melbourne oferuje Food Truck Park, miejsce w którym można zjeść wariacje potraw z całego świata. Ciężko mi wymienić wszystkie potrawy jakie można tutaj zjeść, ponieważ co chwilę zmienia się program. Najbliższa impreza odbędzie pod znakiem kurczaka. Kolejna pod znakiem czekolady, następna będzie wegańska, itd.

Najmniej zauważalne są typowo europejskie bary. Nie pamiętam, czy widziałem włoską restaurację. Nie jest to jednak problemem, ponieważ zazwyczaj co najmniej jedna restauracja w sensownym zasięgu serwuje potrawę, na którą ma się ochotę. Z kuchni polskiej najbardziej wyróżniają się pierogi, które schodzą jak ciepłe bułeczki.

A jak wygląda sprawa z codziennym żywieniem? Jak wypadają typowe produkty kupowane każdego dnia? Z tym jest bardzo różnie. Pieczywo tutaj jest “dmuchane” - porównywalne ze styropianem z polskich marketów. Cieżko kupić naprawdę dobry chleb, a jeśli już się taki znajdzie, to cena potrafi skutecznie zniechęcić do “wydziwiania”. Z kolei warzywa i owoce bardzo mi smakują. Mają pełny, głęboki smak, przez co jem ich tutaj więcej niż jadłem w Polsce. Produkty takie jak mięso, masło, nabiał, przyprawy, mrożonki niczym się nie różnią od ich polskich odpowiedników. Wyjątkiem jest tutaj kiełbasa (każda) i parówki. Jedno i drugie jest obrzydliwe i nie karmiłbym tym nawet psa.

W kwestii standardowych produktów najbardziej ubolewam nad brakiem mojego ulubionego piwa - Fortuny Czarnej, której substytutu szukam bez powodzenia odkąd tutaj przyjechałem. Z przykrością muszę stwierdzić, że tutejsze piwo jest raczej przeciętne. Nie znalazłem jeszcze żadnego, które mógłbym nazwać moim ulubionym.

Na koniec pozostawiłem odpowiedź na pytanie “Ile w Australii kosztuje jedzenie?”. Nie analizowałem dokładnie cen, ale odnoszę wrażenie, że mniej niż w Polsce (oczywiście nie mówię tutaj o przeliczaniu dolarów na złotówki). Kupując standardowe produkty typu mięso/ryba na obiad, wędlina, warzywa i owoce, pieczywo, jakaś niezdrowa przekąska i coś fikuśnego na weekend, zamykamy się w kwocie około 100-120 dolarów tygodniowo na dwie osoby.

Wyjście do restauracji to wydatek rzędu około 80-100 dolarów na dwie osoby. Lunch w środku dnia nie kosztuje więcej niż 15-20 dolarów za osobę.

Alkohol w Australii jest stosunkowo drogi. Butelka 0.3l piwa kosztuje kilka dolarów, mocniejsze alkohole kosztują nieco więcej niż w Polsce, zwłaszcza wódka, która jest tutaj droższa nawet dwa razy (już dawno pożegnałem się z myślą o produkowaniu nalewek). Wyjątkiem są tutaj tanie wina (proszę nie mylić z tanimi polskimi winami), sprzedawane w kartonach. Karton kosztuje około 10-15 dolarów i mieści się w nim nawet 5 litów wina. Podobno jest to ulubiony alkohol studentów.

P.S.
Tak, jadłem mięso kangura. Jeśli bym nie wiedział, że jest to kangur, nie domyśliłbym się tego.

Related Articles

2 komentarze:

  1. A nie myślałeś, żeby chleb piec samemu, Przecież to prościzna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest to na liście TODO. Narazie za mało czasu na takie zabawy :)

      Usuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.