30 września 2016

Jacy są Australijczycy, czy dużo jest pająków i jak się jeździ po złej stronie drogi, czyli podsumowanie pierwszego miesiąca


Po czym poznać, że jesteś w Australii? Samochody jeżdżą po złej stronie jezdni, ludzie są uprzejmi i uśmiechnięci, jedzenie dobre, zamiast wróbli i gołębi na gałęziach siedzą papugi i wielkie sroki, a na przedmieściach zamiast ujadających psów, kangury kopnięciami wyjaśniają swoje sprawy.
Ten nieco przerysowany obraz doskonale oddaje pierwszy miesiąc spędzony w Melbourne. Zdaję sobie sprawę, iż miesiąc to za mało aby wyrobić sobie opinię o mieście, w którym spędzę kolejne lata mojego życia.
Czytając poniższe podsumowanie, miejcie na uwadze, iż moje obserwacje poczynione zostały w Melbourne i wszystkie informacje tyczą się wyłącznie tego miasta.

Jacy są Australijczycy?

Jeśli spotkam jakiegoś, to napiszę ;) Jak dotąd miałem okazję obcować z przedstawicielami wielu narodowości z każdego zakątka świata. Fakt, większość z nich posiada paszport australijski, ale daleko im do stereotypowego Australijczyka. Wspólną cechą wszystkich osób tutaj mieszkających jest zadowolenie z życia oraz pozytywne podejście do drugiej osoby. Nie wiem na ile jest to ich naturalne zachowanie, a na ile wyćwiczone gesty, w każdym razie miło jest rozmawiać z uśmiechnięta osobą, która nie zaczyna rozmowy od narzekania.
Rozmowę zaczynają od słów "Hi, how are you?". Maila od "I hope my email finds you well.". Przy każdej okazji starają się być wyrozumiali - jeszcze nikt na mnie nie trąbił, a nie jest tajemnicą, że mistrzem kierownicy nie jestem. Co więcej, mimo popełniania błędów językowych, nie krzywią się i nie poprawiają, tylko delikatnie proszą o powtórzenie, bądź wyjaśnienie o co mi chodzi.

Jazda po złej stronie drogi.

Jak już pisałem, mistrzem kierownicy nie jestem. Prowadzę samochód, ponieważ muszę i nie sprawia mi to przyjemności. Niestety Australia jest ogromna i bez samochodu ani rusz. Teoretycznie można trzymać się nitek komunikacji miejskiej, ale za wiele wtedy nie zrobimy - dojedziemy do pracy i do jakiegoś, niekoniecznie ulubionego, centrum handlowego. O odwiedzaniu znajomych można zapomnieć.
Dlatego właśnie przemogłem moją niechęć do samochodu i jeżdżę przy każdej okazji. Na początku ciężko było przestawić się na ruch lewostronny - wycieraczki zamiast kierunkowskazów, ustępowanie pierwszeństwa z drugiej strony, rondo, na którym na głos powtarzam "trzymaj się lewej strony".
Na pewno pomagają restrykcyjne przepisy ruchu drogowego, egzekwowane z pełną surowością. Nie ma tutaj wpychania się na siłę, szeryfów blokujących pas przed "cwaniakami", czy debili piłujących stare Golfy na czwartym biegu, próbując wydusic dodatkowe km/h. Ruch jest tutaj płynny, drogi dobrze oznakowane i sensownie poprowadzone. Przyzwyczajenie się do jazdy po złej stronie zajęło raptem kilka dni (automat jest tutaj zbawieniem).

Czy w Australii wszystko chce ciebie zabić?

Przyjęło się sądzić, iż Australia nie jest przyjazna dla człowieka. Na każdym rogu czają się śmiercionośne pająki, pod każdym kamieniem jadowite węże, a roślinność aż ocieka trującymi sokami. Będąc tutaj przez miesiąc spotkałem kilka pająków, które w najgorszym razie boleśnie by ugryzły, ale życiu by nie zagroziły. Były to popularne white tail oraz red back. Kolejnego dosyć częstego gościa - huntsmana - na szczęście nie miałem okazji poznać. Groźnych zwierząt i roślin próżno szukać w mieście.
Najczęściej spotykanym zwierzęciem tutaj jest papuga, która wystepuje z częstotliwością gołębi na polskich rynkach miejskich. Kangury, wombaty, misie kolala i inne stereotypowe australijskie zwierzątka można spotkać jedynie w parkach i rezerwatach. Nie biegają one samopas po ulicy (wyjątkiem jest tutaj opos, ale wygląda to jak przerośnięty szczur i atrakcja z niego żadna). A co z meduzami i rekinami? Meduzy żyją daleko na północy (Darwin i te okolice), a rekinów jest jak na lekarstwo. Łatwiej zginąć podczas jazdy konnej niż w paszczy rekina.

Jak wygląda codzienne życie w Australii?

Jest proste, z mnóstwem okazji do zabawy, wesołe. Codzienne sprawy załatwia się w towrzystwie uprzejmych ludzi, pieniądze jakie się zarabia pozwalają na godne życie, a rynek produktów i usług jest bardzo dobrze rozwinięty. Jedzenie w restauracji kilka razy w miesiącu nie wyczyści portfela, lunch w barze sushi nie jest niczym ekstrawaganckm a weekendowy wypad na food truck festival nie spowoduje tygodniowej niestrawności.
Jedną z opinii jakie czytałem na temat Australii, było: “Do Australii nie jedziesz robić kariery, ale po to, aby prowadzić spokojne życie”. Jak na razie podpisuję się obiema rękoma i nogami pod tym zdaniem.
Czymś co może na początku doskwierać, to odległości. Jeśli nie mieszka się blisko “city” - tak mówi się na centrum, wówczas dojazdy będą zajmować sporą część dnia. Osiem kilometrów do centrum handlowego, czternaście na inspekcję domu, dziesięć do restauracji i kolejne sześć na powrót do domu. I to wszystko obrębie jednej dzielnicy. Wypad gdzieś dalej to następne dziesiątki kilometrów.
Kolejną rzeczą, na którą można ponarzekać, to jakość domów i mieszkań na wynajem. W naszym zasięgu cenowym, a wcale nie jest to mało, znaleźć coś, co nie wygląda jak zapadnięta dziura rodem z Wielkiej Brytanii z lat siedemdziesiątych, graniczy z cudem.

Podsumowując

Decyzja o wyjeździe do Australii okazała się być dobrą decyzją. Jeszcze dużo musimy się nauczyć, odwiedzić wiele miejsc i lepiej poznać tubylców, aby móc z całą pewnością stwierdzić: “Tak, tu jest nasz dom”. Na pewno będziemy tęsknić za rodziną i polskimi absurdami dnia codziennego. Jednak już teraz wiem, że znalazłem swoje miejsce na ziemi.

Related Articles

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.