Przeprowadzka do Australii nie jest tak straszna, jak ją malują. Różni się jedynie czasem spędzonym w samolocie oraz koniecznością posiadania wizy. I to wiza właśnie jest jednym z powodów, dla których Australia sprawia wrażenie niedostępnej.

Wyprawę w poszukiwaniu australijskiego śniegu rozpoczęliśmy w piątek nieco po godzinie osiemnastej. Zapakowaliśmy do samochodu ciepłe ubrania, ustawiliśmy nawigację na naszą "bazę wypadową" i wyruszyliśmy. W momencie opuszczania garażu, za oknem mieliśmy 18 stopni. Wierzyć nam się nie chciało, że niedługo temperatura będzie oscylowała w okolicy zera. Niecałe dwie godziny później byliśmy na miejscu i z niecierpliwością wyczekiwaliśmy następnego dnia.

Przeprowadzka do Australii wiąże się z wieloma zmianami. Jedną z takich zmian jest dostosowanie się do ogromnych odległości. Dla przykładu, biuro, w którym pracuję, oddalone jest od mojego domu o około 20 kilometrów. W Polsce podobna odległość dzieli centrum Gdyni i Gdańska. W Melbourne dystans ten określa się mianem „niedaleko”, podczas gdy w Trójmieście niewiele osób zdecydowałoby się dojeżdżać tyle do pracy.

Wraz z początkiem roku rozpoczęliśmy starania o permanentną wizę. Po wielu tygodniach kompletowania dokumentów oraz wypełniania formularzy, nasza aplikacja została przyjęta do rozpatrzenia, a my otrzymaliśmy tzw. bridging visa, wizę, która między innymi upoważnia nas do publicznego ubezpieczenia zdrowotnego.

W czasie, gdy zajmowaliśmy się papierologią, przyjechali do nas znajomi z Polski. Dzień po wylądowaniu jeden z naszych gości dostał zapalenia wyrostka, co zaowocowało wizytą w szpitalu, operacją i krótką hospitalizacją. Ja z kolei zmagałem się z zapaleniem ucha (nieszczęścia chodzą parami). Oba te wydarzenia zainspirowały mnie do napisania tego tekstu. Zamiast jednak pisać długi i nudny arykuł o australijskiej opiece zdrowotnej, postanowiłem zebrać najważniejsze informacje w postaci FAQ. Przez ostatnie kilka tygodni zbieraliśmy pytania, na które udzielimy odpowiedzi poniżej.